Mimo że zakazane, testowanie kosmetyków na zwierzętach to nieustająca praktyka

Minęło osiem lat, a zwierzęta wciąż cierpią z powodu kosmetyków – czas nacisnąć klawisz „stop”. 

Sprawdzanie dat na potrzeby niniejszego artykułu to dla mnie podróż aleją wspomnień, co sprawiło, że poczułam się staro, choć przypomina mi ona również o pasji europarlamentarzystów, którzy w czasie siódmej poprawki do Dyrektywy o kosmetykach szczerze pragnęli położyć kres cierpieniu zwierząt z powodu testów kosmetyków i sądzili, że już to zrobili.

Było to ciężko wywalczone zwycięstwo, osiągnięte wbrew ostrzeżeniom Komisji o wyzwaniach Światowej Organizacji Handlu i wbrew niesłychanemu lobbingowi ze strony przemysłu, według którego miał nastać koniec innowacji, z kolei sklepowe półki miały być pełne niebezpiecznych kosmetyków.

To był rok 2003. Żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła.

Na tym polega przeniesienie do tamtych czasów. Wszyscy myśleli, że testowanie na zwierzętach w Europie się skończyło.

W rzeczywistości jest ono wszechobecne. Firmy stosują testowanie na zwierzętach, choć same tego nie pragną, po otrzymaniu z Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) nakazu kontroli składników kosmetyków pod kątem zgodności z normami. Wszyscy myśleli, że testowanie na zwierzętach w Europie się skończyło

Musimy nacisnąć klawisz „stop” na istniejące i przyszłe wymagania dotyczące testowania, ocenić, co poszło nie tak i co powinniśmy zrobić, by mieć pewność, że ekspresowe przejście do „Strategii UE w zakresie chemikaliów na rzecz zrównoważoności na rzecz nietoksycznego środowiska (ang. Chemicals Strategy for Sustainability – CSS) nie będzie oznaczało jeszcze większej ilości niepotrzebnego testowania na zwierzętach i że przemysł będzie miał możliwość korzystania z narzędzi oceny laboratoryjnej następnej generacji, które opracowano, odkąd zakazy weszły w życie.

Jasne stanowisko, do którego doprowadziła niezłomna sprawozdawczyni Dagmar Roth-Behrendt, polegało na wprowadzeniu od 2004 r. zakazu testowania produktów kosmetycznych, od 2009 r. zakazu składników kosmetycznych, od 2009 r. zakazu wprowadzania do obrotu produktów mających zastosowanie do wszelkich skutków dla zdrowia człowieka z wyjątkiem takich skutków jak toksyczność dla dawki powtarzalnej, szkodliwy wpływ na rozrodczość czy toksykokinetyka oraz, od marca 2013 r., mających zastosowanie również do tych skutków – bez względu na dostępność metod niewykorzystujących zwierząt.

Nie sądzę, by intencją tych prawodawców było, by po upływie ośmiu lat setki składników wykorzystywanych już w kosmetykach w bezpieczny sposób nadal musiały być testowane na zwierzętach. Ani też tych europarlamentarzystów, którzy w 2018 r. nawoływali do globalnego zakazu testowania kosmetyków na zwierzętach.

W przeprowadzonym w 2020 r. badaniu opinii publicznej 74% dorosłych Europejczyków zgodziło się z opinią, że testowanie składników kosmetyków na zwierzętach jest nieakceptowalne w jakichkolwiek okolicznościach. W ostatnim czasie ponad 450 firm zgłosiło Komisji swój sprzeciw wobec testowania kosmetyków na zwierzętach.

Jeśli europarlamentarzyści, obywatele i firmy nie chcą, by zwierzęta były wykorzystywane do testowania kosmetyków, dlaczego to się wciąż dzieje?

Decyzje ECHA, wspierane przez Komisję i podejmowane na podstawie ich własnej interpretacji przepisów, osłabiają wprowadzone zakazy. Strategia CSS otwiera na nowo regulacje dotyczące kosmetyków, w wyniku czego mogą zostać wprowadzone dodatkowe wymagania kosztem życia jeszcze większej liczby zwierząt.

74% dorosłych Europejczyków zgodziło się z opinią, że testowanie składników kosmetyków na zwierzętach jest nieakceptowalne w jakichkolwiek okolicznościach.

Już teraz, na mocy Rozporządzenia w sprawie rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń oraz stosowanych ograniczeń w zakresie chemikaliów (REACH), nawet składniki używane wyłącznie w kosmetykach testuje się na zwierzętach, jeśli agencja ECHA uzna, że istnieje możliwość narażenia pracowników na ryzyko w procesie produkcji W przypadku składników kosmetyków używanych również w innych produktach, testy, zdaniem ECHA, mogą być wymagane bez względu na ewentualne narażenie pracowników.

ECHA nakazała w sierpniu minionego roku przeprowadzenie testów na dwóch filtrach przeciwsłonecznych – w sprawie składników znajdujących się wyłącznie w kosmetykach. Decyzja została zakwestionowana i obecnie sprawa toczy się przed europejskimi sądami. Istnieją jednak setki innych składników, którym zagrażają nowe nakazy testowania na zwierzętach.

Nikt nie uważa, że należy osłabiać bezpieczeństwo pracownika, ale dzięki nauce XXI wieku nie potrzeba testów na zwierzętach, by zapewnić to bezpieczeństwo. Istnieją dowody na to, że testy na zwierzętach nie dają wiarygodnych rezultatów w odniesieniu do ludzi i świata rzeczywistego. Przeprowadzanie nieskutecznych testów na zwierzętach tylko po to, by zakreślić odpowiednie rubryki w formularzach, jest nieakceptowalne.

Przemysł musi mieć możliwość stosowania nowych metod naukowych „nowej generacji”, które nie wykorzystują zwierząt, opracowanych głównie z myślą o przestrzeganiu zakazów kosmetycznych, również na podstawie rozporządzeń o chemikaliach. W połączeniu ze skutecznymi, opartymi na ekspozycji, ocenami i kontrolą mogą one chronić ludzi i planetę lepiej niż okrutne i nieuzasadnione testy na zwierzętach.

Co gorsze, choć testowanie na zwierzętach jest zalecane przez REACH tylko w ostateczności po to, by promować metody bez wykorzystania zwierząt, niestety i ten wymóg nie jest przestrzegany. Uważamy, że agencja ECHA często w sposób nieuzasadniony odrzuca stosowanie metod bez wykorzystania zwierząt, takich jak wnioskowanie przez analogie/podejście przekrojowe (ang. read-across) – wykorzystanie istniejących danych dla podobnych substancji.

W styczniu Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie w sprawie spółki Esso Raffinage. Na mocy rozporządzenia REACH agencja ECHA zażądała od spółki Esso przeprowadzenia badania toksyczności rozwojowej na zwierzętach, by wypełnić lukę w danych. W normalnych okolicznościach zostałoby to wykonane za pomocą testu na zwierzętach, jednak możliwe było użycie metody bez wykorzystania zwierząt, jeśli przedstawiłaby ekwiwalentne dane. Zdaniem Esso analiza ciężaru dowodu, czyli podejście uznane przez rozporządzenie REACH, zapewnia takie ekwiwalentne informacje. ECHA jednak nie zgodziła się z tym i zażądała od Esso dostarczenia danych przez przeprowadzenie testów na zwierzętach, wykorzystując w tym celu setki królików. Spółka Esso pozostała przy swoim zdaniu.

Trybunał stwierdził, że rejestrujący może zaproponować podejście alternatywne nawet po tym, gdy ECHA zażądała od niego przeprowadzenia testu na zwierzętach. Właśnie tak miał postąpić, gdy uznał, że takie podejście jest dostępne. Następnie agencja ECHA miała rozpatrzyć, czy informacje uzyskane tą drogą są ekwiwalentne do danych pozyskanych z testów na zwierzętach. Jej rola nie ograniczała się do rozpatrywania tego, czy rejestrujący dostarczył dane w formularzu, którego ECHA wymagała.

Trybunał powołał się również na art. 25 ust. 1 rozporządzenia REACH – badania na zwierzętach przeprowadzane są tylko w ostateczności – oraz na punkt 47 preambuły – konieczne jest zastąpienie, ograniczenie lub udoskonalenie badań przeprowadzanych na zwierzętach. Użycie alternatyw, dodał Trybunał, przyczynia się do osiągnięcia celów rozporządzenia REACH mówiących o ochronie życia ludzkiego i środowiska naturalnego.

Rzecznik generalny Trybunału stwierdził, że miałoby to „niszczący rezultat”, gdyby badania na zwierzętach przeprowadzano w sytuacji, gdy dostępna jest adaptacja.

Ostatecznie ECHA zaakceptowała oparte na analizie ciężaru dowodu podejście spółki Esso, podkreślając, jak ważna była wytrwałość spółki.

Nie wszystkie firmy są jednak tak wytrwałe – czy to dlatego, że takie podejście nie jest w ich naturze, czy też dlatego, że ich po prostu nie stać na takie podejście.

Rozmowy z producentami i dostawcami odsłaniają spore pokłady zamieszania. Nieformalnie niektórzy z nich przyznają, że choć czują, że mają silne argumenty, że badania na zwierzętach nie są potrzebne, by ich substancje były bezpieczne, to muszą wybierać linię najmniejszego oporu i stosować się do zaleceń ECHA. Panuje obawa przed sankcjami w razie odrzucenia metod niewykorzystujących zwierząt, a także pogląd, że ECHA i tak zawsze odrzuca metody niewykorzystujące zwierząt.

Nie może tak być.

Przyznajmy, że istnieje fundamentalny problem. Zanim się on pogłębi i zanim wejdą w życie propozycje legislacyjne wynikające ze strategii CSS, naciśnijmy klawisz „stop”, zbierzmy wspólnie ekspertów ECHA, Komisji, producentów, firm i organizacji ochrony zwierząt przy jednym stole, aby tę sytuacje naprawić – w poszanowaniu intencji prawodawców, poglądów obywateli i obywatelek, a także wyrażonego przez Zielony Ład naszego wspólnego celu –lepszego zdrowia ludzi i bezpieczniejszego środowiska naturalnego bez cierpienia zwierząt.

Autorka:

KERRY POSTLEWHITE, DYREKTORKA DS. POLITYKI PUBLICZNEJ ORGANIZACJI CRUELTY FREE EUROPE

Link do oryginalnego artykułu: https://www.politico.eu/sponsored-content/banned-but-animal-cosmetics-testing-is-still-happening/?fbclid=IwAR3WkRi7YI5xdTr34gulSwOO85N2hm6a03tE9SMQE8ircW73IsdBmETwhPA

Facebook Comments

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shares
Skip to content