Ignorance is no bliss

Natłok przedświątecznej pracy związanej z naszą kampanią Bezkrwawe Święta spowodował, że dopiero ostatnio znalazłam czas, aby wziąć się za lektury kupki Newsweeków, Przeglądów i Polityk, które piętrzyły się zarówno na moim biurku w domu, jak i w vivowym biurze.

I aż mi oddech zamarł, gdy w dodatku do Newsweeka nr 10/2009, z Martyną Wojciechowską na okładce, przeczytałam artykuł Kaliny Dobesz „Jutro będzie futro”. Autorka prezentuje w nim, niestety wbrew dziennikarskiej zasadzie wgłębienia się w temat, dosyć pobieżną i stereotypową wiedzę dotyczącą wpływu produkcji futer na środowisko. Autorka pisze:

„Naukowcy z amerykańskiego University of Michigan odkryli, że pestycydy używane przy produkcji jedwabiu, a nawet zwykłej bawełny mają negatywny wpływ na środowisko. Obrońcom praw zwierząt wytrąca to z ręki ekologiczne argumenty, tym bardziej że zwolennicy futer powtarzają uparcie: prawdziwe futro utylizuje się szybko i w naturalny sposób, a sztuczne zasili stertę odpadów rozkładających się latami.”

Zacznę od tego, że szkodliwość pestycydów znana jest o wiele dłużej, niż istnieje Uniwersytet Michigan. Oraz że produkcja praktycznie wszystkiego niestety odbija się na środowisku. Jako dziennikarka pani Dobesz powinna zdawać sobie jednak sprawę z tego, że świat czarno-biały nie jest. Produkcja bawełny konwencjonalnej zatruwa środowisko – nikt temu nie zaprzecza, ale zatruwa je mniej niż produkcja naturalnych futer. Futro nie bierze się znikąd, to skóra martwego zwierzęcia, które trzeba najpierw wyhodować. Zużywa się do tego energię elektryczną, wodę, karmę (którą również trzeba wyprodukować), antybiotyki, i tak dalej. Po zabiciu zwierzęcia i zdjęcia z niego skóry zaczyna się natomiast cały proces obróbki i jej utrwalania. Nieobrobione futro to martwa tkanka i tak jak każdy inny martwy organizm (czy jego część) ulega rozkładowi – gnije. Mityczni jaskiniowcy noszący futra niczym ich nie utrwalali i gdy się rozkładały, po prostu zakładali nowe.

Nie jest również prawdą, że „prawdziwe futro utylizuje się szybko”. Jeśli futra naszych babć nadal mają się w dobrym stanie, pomimo dziesięcioleci, to jak autorka wyobraża sobie tą szybką i bezbolesną dla środowiska utylizację? Co za różnica, czy futro z lisa zalega w szafie, czy na wysypisku? Czy działają tam jakieś magiczne siły, które spowodują, że naturalne futro nagle rozpłynie się w powietrzu?

Garbowanie to długi cykl produkcji, której nieodzowną częścią jest cały wachlarz środków chemicznych. O tym, jaki wpływ ma na środowisko produkcja skóry naturalnej – do której stosuje się podobne w jakości i ilości środki – można przeczytać w tym artykule na naszej stronie kampanii Chów przemysłowy śmierdzi.

Budowanie binarnej alternatywy – dobre futra naturalne vs złe futra sztuczne jest ignorowaniem ogromnej ilości materiałów, które są naprawdę przyjazne dla środowiska. Sieciowe sklepy, takie jak H&M czy Quicksilver wprowadzają produkty stworzone w 100% z post-consumer waste. Upcycling jest rosnącym w siłę trendem. Walka z degradacją środowiska doprowadza do powstawania coraz to nowych, zieleńszych materiałów i technologii produkcji odzieży. Sprowadzanie tak złożonego zjawiska do binarnej alternatywy „ekologiczne” futra naturalne vs. nieekologiczne futra sztuczne jest nie fair w stosunku do czytelników. Nikt nie lubi być wprowadzany w błąd.

Produkcja futer jest okrutnym, złożonym procesem, negatywnie odbijającym się na wielu płaszczyznach. Nie można tego ignorować. Tym bardziej pełniąc taki odpowiedzialny zawód, jakim jest dziennikarstwo. Powielanie stereotypów i płytkie, stronnicze traktowanie podejmowanych tematów może nadaje się do tabloidów pokroju Faktu, lecz z pewnością nie prasy z „wyższej półki”. Pani Kalino, mam nadzieję, że gdy następny raz zechce Pani poruszyć temat związany z prawami zwierząt, przykładniej odrobi Pani pracę domową.

Facebook Comments

Może Ci się również spodoba

Shares